Bruksela, muzea i Aarschot nocą

W niedzielę tak bardzo nie chciało nam się wstawać, że w końcu pojechaliśmy do Brukseli na ostatnią możliwą mszę przed południem – na 11:30 do Notre Dame de la Chapelle – na polską mszę prowadzoną przez tamtejsza misję Oblatów. Dojechaliśmy „na styk” i na miejscu okazało się że nie ma gdzie zaparkować… Wysadziłem dziewczyny a sam pojechałem szukać szczęścia na okolicznych ulicach. Na mszę dotarłem może 5-7 minut później, sądząc (z doświadczenia mszy typowo belgijskiej) że znajdę dziewczyny bez problemu – jednak w kościele okazało się że polonia tutejsza jest naprawdę liczna i świątynia jest wypełniona niemal na wszystkich miejscach siedzących – a nie jest to mały kościółek – raczej bliżej mu do Mariackiego :) Zauważyć należy, że jest to jedna z czterech mszy po polsku prowadzonych w tym kościele w każdą niedzielę… W planach na niedzielę mieliśmy jeszcze wizytę w parku wodnym, ale ponieważ i tak w poniedziałek czekała nas „powtórka z ryzrywki” czyli kolejny przyjazd na mszę, postanowiliśmy zmienić plany – Asia została w Brukseli żeby jeszcze trochę pochodzić po muzeach (w poniedziałek są nieczynne) a ja z dziewczynami wróciłem do domu gdzie wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do Heist-op-den-berg. Zaowocowało to wizytą w tamtejszym muzeum kolejnictwa (na ekspozycję składa się imponująca kolekcja modeli kolejnowych i trochę związanych z kolejnictwem akcesoriów) oraz muzeum radia i życia codziennego XX wieku (podobne trochę do muzeum oglądanego przez nas w Gandawie – sprzęty domowe, stroje, zdjęcia głównie z pierwszej połowy XX wieku i trochę nowszych eksponatów oraz ekspozycja radioodbiorników na przestrzeni lat – wraz ze sporą kolekcją nietypowych.

Dziś, czyli w poniedziałek udało nam się zebrać na wcześniejszą mszę – nawet bukiety kwiatów mieliśmy przygotowane jeszcze dziś z rana. Dzięki temu prosto z kościoła pojechaliśmy do Oceade – parku wodnego w Brukseli, który można porównać śmiało do naszego krakowskiego – nie za wielki, ze sporą przestrzenią dla dzieci, basenem z falami i małym działem z saunami. Z ciekawszych dla nas rzeczy były zjeżdżalnie „na pontonach” w tym jedna super szeroka – rzeczy jeszcze u nas niezbyt często spotykane. Sauny mało ciekawe (dwie niemal identyczne chłodniejsze, jedna porządnie ciepła i jedna parowa) w dodatku tutaj jest w zwyczaju korzystać z nich w stroju kąpielowym, co nie robi dobrze ani osobie korzystającej z sauny, ani strojowi :) Dzieci wymoczone a my wygrzani zwinęliśmy się z basenu późnym popołudniem – na obiad do domu. Po obiedzie Asia z dziewczynkami wybrała się jeszcze na rowerach do Wiekevorst (między innymi po chleb z automatu).

Gwoździem programu w dniu dzisiejszym była jednak wycieczka do Aarschot, które każdego roku 15 sierpnia świętuje ocalenie miasta – przypisywane wstawiennictwu św. Rocha. W tym dniu mieszkańcy zapalają świece wzdłuż ulic w centrum miasta – na parapetach, chodnikach, wystawach sklepowych… Inne oświetlenie jest wyłączone a w mieście panuje atmosfera prawdziwie festynowa – otwarte są wszystkie możliwe restauracje, kawiarnie i pozostałe lokale „rozrywkowe”, na placach ustawione są sceny – sami widzieliśmy dwie duże orkiestry grające raczej klasycznie, scenę bardziej rockową z gitarami elektrycznymi i perkusją, scenę w ogrodzie gdzie występował zespół wyglądający na „sąsiedzki” – rodzice grający na gitarach i gromada śpiewającej młodzieży oraz scenę w parku przy kościele gdzie występował oktet smyczkowy. Ludzie siedzą w knajpkach, spacerują ulicami, robią zdjęcia :) Można też poczuć jak mrocznie bywało w średniowiecznym mieście – my jesteśmy tak przyzwyczajeni do oświetlonych ulic, że miasto które rozświetlają jedynie świece, wydaje się naprawdę mroczne i tajemnicze :) nie mówiąc o tym że trzeba się dobrze pilnować żeby się nie zgubić.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.