Zoo w Nyiregyhaza

Wstajemy niespiesznie – w końcu do pierwszego punktu programu mamy raptem sto metrów na nogach. Tuż przed dziewiątą jesteśmy przy kasach, kupujemy bilety i wchodzimy na teren ogrodu zoologicznego. Niestety niemal od razu zaczyna padać – kierujemy się więc najpierw do Zielonej Piramidy i Oceanarium – pod jednym dachem możemy zobaczyć potężne akwaria ze sporą ilością okazów, w tym piękne rekiny i płaszczki – oraz wiele gatunków zwierząt zamieszkujących tropikalne klimaty. Ścieżki biegną wśród bujnej tropikalnej roślinności, wspinamy się na pierwsze a później na drugie piętro – czas biegnie a na zewnątrz pada coraz słabiej. Kiedy wychodzimy na zewnątrz żeby zdążyć na pokaz w fokarium nie pada już wcale – fokom pewnie by to nie przeszkadzało ale dla nas było o wiele korzystniej.

Zoo zwiedzamy do późnego popołudnia – jest nowoczesne, dobrze zorganizowane, bogate w różne gatunki zwierząt. Jest tutaj też sporo punktów z przekąskami i całkiem niezła restauracja z tyłu Zielonej Piramidy. Część ogrodu jest w przebudowie ale ścieżki są dobrze oznaczone i nie ma problemu z trafieniem tam gdzie chce się dojść. My zaglądamy do drapieżników – oglądamy nasze ulubione tygrysy (śnieżne!), wilki, idziemy zajrzeć do żyraf i wysoką promenadą ponad wybiegami przechodzimy bliżej centralnej części ogrodu. Jest tutaj mini zoo – dzieci mogą karmić kozy i owce a także pooglądać z bliska inne zwierzęta hodowlane.

Kończymy spacer późnym popołudniem – w sam raz żeby przestawić się na pobliski camping w Tokaju. Na campingu wita nas deszcz – ustawiamy się na jednym z dostępnych miejsc i czekamy aż przestanie padać. Jest już niemal wieczór kiedy w końcu wybieramy się do miasta – chyba z powodu pogody jest pusto – nie widać ani turystów ani mieszkańców. Odwiedzamy piwniczki i robimy zapasy wina, kupujemy nawet trochę mleka w automacie ze świeżym mlekiem przy głównej uliczce – mamy wszystko co potrzebne na dziś. czas na powrót do kampera i zasłużony odpoczynek po wielu kilometrach spacerów.

 

Może Ci się również spodoba