St. Thomas – wjeżdżamy na nowy poziom

Sobota 21.06 – dość wczesna pobudka, szybkie śniadanie i w drogę. Jeszcze krótka przerwa na zakupy w markecie (nie wiadomo co będzie w St. Thomas) i po niecałych trzydziestu minutach docieramy do miasteczka. Droga kręta i stroma, szczególnie w ostatnich odcinkach dała nam trochę popalić – jazda na dwójce, miejscami na pierwszym biegu ale mozolnie w górę. Zatrzymujemy się w pierwszym miejscu które braliśmy pod uwagę na postój – parking na obrzeżach miasta, w okolicy szkoły – a tutaj okazuje się że strażacy szykują imprezę. Będzie trwała od popołudnia do rana następnego dnia więc spokoju raczej nie zaznamy… Dogadujemy się natomiast gdzie można by się przestawić i już chwilę później stoimy spokojnie na dużym placu po drugiej stronie miasteczka. Szykujemy rowery i w drogę – ekipa „mocniejsza” trasami górskimi (tym razem niemal bez asfaltu) – ekipa „słabsza” bardziej rekreacyjnie ale też ze sporą ilością przewyższeń.

Samo St. Thomas jest bardzo ładnym miasteczkiem, na niewielkim ryneczku niemal na szczycie wzgórza znajduje się kościół z mumią (można ją zobaczyć w małym pomieszczeniu pod kościołem), muzeum lalek, kawiarnia i gasthof. W restauracji ruch przez sporą część dnia – całe rodziny przyjeżdżają na obiad, część osób ubrana w stroje ludowe, niemal wszyscy odświętnie. Ciekawe czy to ze względu na świąteczny weekend czy to taki sobotni zwyczaj? Ekipa „mocniejsza” robi objazd przez Rechberg, w kierunku Munzbach i do St. Thomas – około sześćdziesiąt kilometrów po wymagających górskich trasach. To tylko wycinek z tego co można zwiedzić w okolicy – na naszej mapie jest zaznaczonych kilkanaście tego typu tras – pętli oraz dróg w jedną stronę – w zależności od tego jaki rodzaj komu pasuje.

Wieczorem po nabraniu sił wybieramy się (na nogach) na drugi koniec miasteczka na strażacką imprezę. Spotykają się tutaj dzisiaj z okazji najkrótszej nocy w roku ekipy ochotniczych straży pożarnych ze wszystkich okolicznych miejscowości. Młodzi strażacy już od dłuższego czasu pompują w siebie piwo z litrowych kufli, spore ekipy tańczą na stołach ale już widać że niewiele im zostało pary. W godzinę później młodszych strażaków niemal nie widać na sali a liczne stoły są zajęte przez strażaków trochę starszych – z rodzinami siedzą, rozmawiają, słuchają rockowych wersji tradycyjnych tutejszych przyśpiewek – zespół rockowo – ludowy gra zarówno na gitarach elektrycznych i perkusji jak i na bardziej tradycyjnych akordeonach, trąbkach i cymbałkach. Niezłe jest też wyżywienie – załapujemy się na całkiem solidną i smaczną kolację a o jakości napitków nie muszę już chyba więcej pisać :) Powrót „do domu” wychodzi już praktycznie środkiem nocy – za to z zaśnięciem nie ma najmniejszych problemów :)

Niedziela 22.06 – dziś połowa załogi zjeżdża z St. Thomas na rowerach, druga połowa kamperem – spotykamy się w Grein. W St. Thomas dzisiaj też odprawa ochotniczych straży pożarnych. W asyście orkiestr strażackich, w strojach galowych paradują w centrum miejscowości i odmeldowują się u komendanta. Później cała ta ekipa pakuje się do niewielkiego kościoła na mszę – wszędzie widać mundury i proporce… Około południa spotykamy się wszyscy (ekipa rowerowa i kamperowa) w Grein – pakujemy się już na drogę do Polski. Jazda spokojna – nie widać wzmożonego ruchu, przynajmniej w kierunku Brna i później przez Czechy – o końcu długiego weekendu świadczy inna sprawa – zatrzymujemy się w restauracyjce przy drodze a tam kelner mówi że na zamówienie będziemy czekać trzy kwadranse – właśnie obsługują autobus Polaków i ich jedyny kucharz dwoi się i troi… Rezygnujemy i szukamy dalej – to samo spotyka nas przy kolejnej ciekawej knajpce… Przy trzeciej z kolei okazuje się że trwa remont i nieczynna… Zrezygnowani wyciągamy chleb i resztki prowiantu z lodówki – w sam raz wystarcza na kilka kanapek dla każdego. Szkoda trochę – liczyliśmy na prażony ser ale trzeba było się zadowolić serem na chlebie… Do Krakowa docieramy przed wieczorem – omijając bramki na autostradzie przejazdem przez Alwernię (w Balicach korek do bramek ma około kilometra). W sumie ekipa „mocniejsza” zrobiła na rowerach około 300 km przez cztery dni, mamy trochę map i duży niedosyt – jest jeszcze co odwiedzać i co zobaczyć.

Może Ci się również spodoba