Woda w mniej lub bardziej przyjemnej wersji i Gandawa

Z powodu wciąż niepewnej pogody, na piątek zaplanowaliśmy wyjazd do Herentals, gdzie znajduje się Hidrodoe – wodne centrum nauki. Można powiedzieć że jest ono trochę podobne do wcześniej odwiedzonego przez nas Technopolis – tyle tylko że wszystkie doświadczenia które tutaj wykonujemy i wszystkie eksponaty związane są z wodą. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od ślepego testu – spośród trzech rodzajów wody które próbowaliśmy, mieliśmy wskazać tę pochodzącą z kranu. Próbowaliśmy, smakowaliśmy i nie udało się – wychodzi na to że ta z kranu jest najsmaczniejsza (przynajmniej w Belgii). Następny w kolejności był dział dotyczący pozyskiwania wody w Belgii – ze źródeł podziemnych oraz z wód powierzchniowych. Na kolejnych ekranach można było zobaczyć proces oczyszczania, uzdatniania, składowania i dostarczania wody do jej odbiorców. W pozostałej części centrum znajdują się mniej lub bardziej interaktywne eksponaty, ekrany prezentujące zagadnienia związane z wodą ale także symulator łodzi (którą możemy popływać po bliżej niesprecyzowanym porcie) czy batyskafu (w którym możemy sterować kamerą obserwującą wnętrze centrum). Dziewczyny były zadowolone głównie z powodu tego, że mogły się potaplać w wodzie – nie mówiąc już o tym że wszystkiego można dotykać :) Po Hidrodoe zaglądnęliśmy jeszcze na chwilę do Herentals żeby pospacerować po mieście i poszukać tuszu do drukarki (który udało się nam niemal całkowicie zużyć na wydruki biletów kolejowych i wstępu).

Jak pokazało doświadczenie dnia wczorajszego, prognozy przewidujące 40-50% szanse deszczu sprawdzają się jako przelotne opady i nie przeszkadzają nam w zwiedzaniu bardziej zadaszonych atrakcji. Z tego względu, mimo niezbyt dobrej prognozy na dziś, wybraliśmy się pociągiem do Gandawy. Krótki spacer z dworca Gent Damport zaprowadził nas do historycznej części miasta a tutaj trafiliśmy na targ „staroci” – mniej lub bardziej starych i wraz z rozpoczynającym się deszczem dotarliśmy do centrum informacyjnego znajdującego się – dosłownie – pod ratuszem. Okazało się że w Gandawie całe centrum mimo mnogości ulic widocznych na mapie – mieści się na naprawdę niewielkiej przestrzeni. Dzięki temu, mimo coraz bardziej padającego deszczu bez większych problemów dotarliśmy do katerdry pw. św. Bawona – która sama w sobie jest polecanym turystom miejscem, ale też domem dla obrazu „Adoracja Mistycznego Baranka” autorstwa Huberta i Jana van Eycków. Stąd dwa kroki dzieliły nas od „Domu Alijn” który mieści w sobie muzeum XX wieku – zbiór eksponatów pogrupowanych zadaniowo w starszej części wystawy (leczenie, ślub, gry i zabawy, apteka, sklep kolonialny i tak dalej) a wiekowo w nowszej części (lata pięćdziesiąte, sześdziesiąte itd.).

Ostatnim zaplanowanym punktem wycieczki był zamek hrabiów Flandrii – Gravensteen. Zamek góruje nad dzielnicą Patershol i mimo skromnego wyposażenia jest naprawdę warty obejrzenia. Trasa turystyczna prowadzi przez niemal wszystkie jego zakamarki – sale i eksponaty są opisane po holendersku, francusku, niemiecku i angielsku a dodatkowo można w cenie biletu wypożyczyć Video Guide – małe urządzenie, które na dotykowym ekranie prezentuje film nakręcony specjalnie na potrzeby muzeum zamkowego i prezentujący z humorem jak mogło wyglądać życie w tym średniowiecznym zamku. W naszej wycieczce po Gandawie, mimo że krótkiej w sensie odległości, udało nam się nasiąknąć dość mocno wodą. Dlatego też ucieszyliśmy się bardzo z przejaśnienia które przyszło w samą porę – kiedy opuszczaliśmy zamek Gravensteen. Dzięki temu wybraliśmy się jeszcze na spokojny spacer ulicami starego miasta a podczas spaceru zajrzeliśmy do lokalnej „gofrowni” w której oprócz gofrów kupiliśmy lokalne słodycze o nazwie „Gandawskie nosy” – stożkowate cukierki (żelki?) o smaku malinowo-porzeczkowo-truskawkowym na które raczej trudno zwrócić uwagę jeśli się o nich nie wie – a warto spróbować :) Wycieczkę chcąc nie chcąc zakończyliśmy na dworcu – zbliżała się akurat pora odjazdu pasującego nam pociągu – a w drodze do domu zrobiliśmy jeszcze podstawowe zakupy spożywcze – w niedzielę sklepy są zamknięte i ciężko kupić produkty spożywcze – na szczęście chleb jest dostępny w automatach przy drodze i raczej nie grozi nam całkowity brak żywności :)

Może Ci się również spodoba