Terma Bukowina zamiast nart

Mieliśmy pewną nadzieję że uda nam się w drugi dzień świąt po raz drugi w tym sezonie pojechać na narty. Kłopot w tym że kiedy już dojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej, okazało się że deszcz pada nie na żarty i o jeżdżeniu na nartach z dziećmi raczej nie ma co marzyć. Termy Bania odwiedziliśmy nie tak dawno i zważając na słabe w naszej opinii walory części „dziecięcej” basenu zdecydowaliśmy się zajrzeć na baseny termalne w Bukowinie Tatrzańskiej czyli do Termy Bukowina – basenów termalnych przy hotelu o tej samej nazwie. Byliśmy tam już jeden raz w wakacje bodaj 2009 roku i wtedy przyszło nam czekać około godziny czasu w kolejce do wejścia – a na samych basenach panował straszny tłok – można powiedzieć że ludzie siedzieli w wodzie jak korniszony w słoiku – jeden przy drugim – a na znalezienie sensownego miejsca do siedzenia nie było w ogóle szans. Tym razem byliśmy poza sezonem, z samego rana (dosłownie na otwarcie basenów) co poskutkowało zupełnym brakiem kolejki i naprawdę kameralną atmosferą (przez pierwszą godzinę na terenie całego ośrodka było w sumie może czterdzieści osób).

Jak wspomniałem wcześniej – termy w Bukowinie wybraliśmy głównie ze względu na dzieci – baseny które są tutaj dla nich przeznaczone oferują więcej niż te w Bani – nadają się w sam raz dla dzieci w wieku przedszkolnym  i wczesnoszkolnym. Wprawdzie atrakcji nie ma zbyt wiele, ale głębokość wody jest odpowiednia do tego aby dzieci mogły bawić się same a jednocześnie nie „po kolana”. Dziewczyny szczególnie lubią rozpiętą nad wodą siatkę na której można się zwieszać na rękach i „chodzić” wzdłuż i wszerz urządzając wyścigi. Drugim lubianym miejscem był mały basen z „rwącą rzeką” – tutaj w wydaniu niezbyt głębokim (około 1 metra głębokości) co pozwalało im samym ganiać wokół a nam dało chwilę odpoczynku.

Podczas naszej poprzedniej wizyty nie mieliśmy okazji zaglądnąć do tutejszych saun – teraz więc każde z nas osobno wybrało się na zwiedzanie tej części obiektu. Tutejsze sauny, podobnie jak te w Białce, utrzymują „strefę nagości” czyli w praktyce – przy wejściu otrzymujemy ręcznik który zastępuje strój kąpielowy. Dla mnie pewnym problemem była jego wielkość – za mały żeby rozścielić i w całości położyć na nim albo usiąść i jednocześnie mieć coś pod stopami… Sauny niezbyt wielkie ale za to dość różnorodne – kilka rodzajów saun parowych o różnych temperaturach i wypełnionych zapachem naparów, tepidarium do spokojnego odpoczynku, sauna z lampami podczerwonymi oraz kilka saun suchych. Dwie spośród suchych saun znajdują się na zewnątrz – jest to typowa sauna fińska i tzw góralska – bardzo podobna do fińskiej, o nieco niższej temperaturze i bardziej stylizowanym wystroju :) W zewnętrznej części znajduje się też niewielki basen do schładzania – ja nie jestem zwolennikiem aż tak zimnej wody, ale dla chętnych jest jak znalazł. Podobny basen znajduje się także w części wewnętrznej – jest także dość zimny w związku z czym ja zdecydowałem się korzystać raczej z prysznicy które w dużej obfitości i różnorodności są dostępne przy saunach. Podczas naszego pobytu w saunach było zaledwie kilka osób. Nie wiem jakie limity narzucają gospodarze ośrodka, ale przy dość niewielkich pomieszczeniach nie spodziewał bym się tutaj komfortu przy większym tłoku…

Podczas gdy Asia wygrzewała się w saunach, ja z dziewczynkami zrobiłem sobie wycieczkę po wszystkich basenach wewnętrznych i zewnętrznych. Padał deszcz, było dość chłodno, więc spacerowaliśmy wyłącznie korytarzami wewnątrz – są one tak rozplanowane że niemal do każdego basenu można dotrzeć ciepłym korytarzem i wejść do wody przez śluzę ze środka budynku. Naszą wycieczkę zaczęliśmy od najniżej położonego basenu zewnętrznego – jaskini nad Porońcem. To niewielki półkolisty basen którego część jest ukryta w sztucznej grocie. Trochę sztucznego, trochę naturalnego światła daje ciekawe wrażenia. Na zewnątrz wodospady pod którymi można się wymasować. Kolejny – nieco wyżej położony basen zewnętrzny to cepersko płań – opisany jako basen z muzyką pod wodą. Kiedy tam byliśmy nie było słychać żadnej muzyki, ale to może z powodu braku chętnych do jej słuchania :) Trzeci z odwiedzonych przez nas zewnętrznych basenów – niebiesko dolina – to typowo relaksacyjna niecka z leżankami  z masażem powietrznym, masażami wodnymi i jedyny bodaj basen zewnętrzny z zadaszeniem.

W środku popływaliśmy jeszcze w największym tutejszym basenie o nazwie bonior basisty – gdzie można zażyć masaży wodnych, powietrznych ale także posiedzieć czy pomoczyć się pod „grzybkiem”. Jeśli chodzi o inne atrakcje to należy wymienić także pozostałe baseny zewnętrzne – przeznaczone głównie dla dzieci i młodzieży corny staw przy którym kończą bieg niektóre zjeżdżalnie oraz letnie mocydełko – oba z racji temperatury nieczynne. Wewnątrz znajdziemy jeszcze bulgotnik czyli basen z różnymi rodzajami masażu, gdzie wszyscy siedzą „za kolejką” i „na sygnał” zmieniają miejsce, część przeznaczoną na spa i wellness oraz tężnię – żadnego z tych miejsc nie mieliśmy okazji odwiedzić.

Podsumowując – ten już kilkuletni obiekt, bodaj pierwszy tak duży pod Tatrami, nadal wygrywa (jak dla nas) konkurencję pod względem atrakcyjności dla dzieci. W wakacje jest strasznie zatłoczony, ale to chyba stała przypadłość basenów termalnych po naszej stronie Tatr – trochę za dużo miejsc w szatni i lekko przeszacowana pojemność całości obiektu. Według mnie jest tu też trochę za  mało przebieralni – nawet przy umiarkowanym tłoku można dość długo czekać na wolną kabinę – czego doświadczyliśmy przy wyjściu.

Może Ci się również spodoba