Praca w domu

Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie ciekawym doświadczeniem ze względu na sporą ilość pracy wykonywanej wyłącznie z domu. Na co dzień do pracy jeżdżę do biura, w którym spotyka się nas kilku programistów i każdy pracuje nad swoimi zadaniami, swoimi klientami i zasadniczo biuro jest dla nas głównie przestrzenią pracy. Czasem są zadania które angażują wspólnie dwie lub więcej osób, ale zdecydowana większość naszej pracy to programowanie we względnej (i specyficznej) samotności programisty. Niektórzy ze słuchawkami na uszach, każdy przy swoim stanowisku… Dla mnie biuro stwarza konkretną przestrzeń w której wiem że „tu się pracuje” i może także dzięki temu nie wynoszę zasadniczo pracy do domu. W domu nie myślę o pracy, o problemach które trzeba rozwiązać czy o zadaniach które mnie czekają – chyba że (co jest naprawdę rzadkie) ktoś zadzwoni o coś zapytać albo zdarzy się błąd który muszę koniecznie z domu załatać. Tak czy siak są to wyjątki i sprawy marginalne.

Jak się rzekło, ostatnie dwa tygodnie choroba moja i Madzi zmusiła mnie do pozostania w domu, a ponieważ we własnej firmie trudno sobie dać urlop zdrowotny, więc chcąc nie chcąc zabrałem się do roboty. W naszej webmasterskiej robocie najważniejsze jest łącze internetowe, bo bez niego praktycznie nie jesteśmy w stanie działać nad naszymi projektami. Edycje robimy bezpośrednio na serwerach developerskich, testujemy na developerskich bazach a gotowe owoce pracy kopiujemy na serwery produkcyjne i testujemy na produkcyjnych bazach. Owszem – da się serwer developerski postawić także na moim komputerze, ale kiedy w grę wchodzi trzydzieści, pięćdziesiąt różnych klientów których strony trzeba do tego celu skonfigurować to gra przestaje się robić warta świeczki. Już sama konfiguracja środowiska programistycznego tak, aby łączyć się do odpowiednich serwerów zajmuje sporo czasu.

Podstawowym systemem używanym do tej pory przeze mnie w kontaktach z moim biurowym komputerem było LogMeIn – pozwalające w prosty i szybki sposób połączyć się i sprawdzić maila bezpośrednio w firmowym programie pocztowym. Celowo nie konfiguruję programów w domu do odbierania firmowej poczty, bo dzięki temu nie kusi mnie żeby czytać maile od klientów kiedy jestem po pracy. Drugim powodem dla którego łączyłem się do mojego firmowego komputera jest to, że część naszych klientów zezwala na dostęp do swoich serwerów wyłącznie z naszego firmowego adresu IP, więc chcąc nie chcąc wszystko trzeba przerzucać przez nasze firmowe łącze. Jak się okazało, przy pracy po solidne osiem godzin dziennie LogMeIn był zdecydowanie zbyt wolny i zbyt często rozłączał mnie z powodu zbyt długiej jego zdaniem nieaktywności. O ile więc sprawdzał się w zadaniach dorywczych, to do stałej pracy postanowiłem przerzucić się na zwykły windowsowy zdalny pulpit. Kosztowało minie to trochę pracy przy naszym firmowym ruterze (przekierowanie portów) ale naprawdę było warto – komfort pracy przez RDP jest nieporównywalny. W trybie pełnoekranowym praktycznie można zapomnieć że komputer na którym się pracuje to nie ten przy którym się siedzi. Owszem – są pewne opóźnienia, obrazki ładują się niezbyt szybko, ale praca w środowisku programistycznym czy sprawdzanie maili to, powiedzmy, czysta przyjemność.

OK, środowisko pracy jest przygotowane, teraz czas zabrać się do roboty – i tutaj pojawiają się pierwsze problemy. Praca w domu nie przypomina pracy w biurze. Nie jest to otoczenie które przyzwyczaiło mnie że „to jest miejsce pracy” – siedzę sobie w domu, za oknem nieskoszony trawnik, gdzieś na piętrze słyszę dzieci… Mam przyzwyczajenie że na swoim komputerze uruchamiam przede wszystkim maila, zarządzam naszymi finansami, coś oglądam – ale nie jest to podobne do pracy jaką uprawiam na co dzień. W praktyce każdego dnia potrzebowałem sporo – czasem nawet godzinę – czasu żeby w ogóle móc powiedzieć że zaczynam zajmować się pracą. Zmusiłem się do wyłączenia programu pocztowego, pozamykania ulubionych stron i zostawiłem tylko to co niezbędne do pracy. Starałem się wyznaczać sobie mniejsze kawałki roboty po których robiłem sobie krótkie przerwy na spacer po domu i zrobienie czegoś co akurat prosiło się o zrobienie – dzięki temu pozbywałem się rozpraszaczy z mojej podręcznej listy rzeczy do zrobienia w domu a jednocześnie po trochu popychałem pracę do przodu.

Po kilku dniach już zacząłem odczuwać że pracuję – że pewien czas jest poświęcony właśnie na te sprawy które są związane z biurem i pracą. Owszem – nadal było sporo rzeczy które mnie rozpraszały ale już nie w takim stopniu jak wcześniej. Zacząłem osiągać swoją normalną programistyczną wydajność – tylko czasami zmniejszoną z powodu wolniejszego łącza albo potrzeby ugotowania obiadu. Pod koniec tych dwóch tygodni czułem już że mógł bym w ten sposób pracować dłużej bez uszczerbku dla mojego pracowego dorobku.

Jakie więc widzę plusy pracy w domu: po pierwsze nie trzeba nigdzie dojeżdżać. W praktyce dawało mi to dodatkowe 1,5 godziny dziennie które przeznaczałem na przerwy między kolejnymi zadaniami i zrobienie czegoś drobnego w domu. Po drugie – kiedy mam dość i naprawdę mi się nie chce to mogę zająć się czymś w domu a zadania z pracy przenieść na później. Miałem kilka takich momentów że poszedłem posprzątać w garażu, bo już miałem dość i potrzebowałem się oderwać. Po trzecie – mogłem zająć się chorą córką („zająć się” to powiedziane trochę na wyrost – po prostu byłem z nią w domu).

Jeśli chodzi o minusy: ciężko było mi „wyjść z pracy” szczególnie kiedy się nakręciłem i dobrze szło mi pisanie. Czasem przeciągałem w związku z tym czas mojej pracy mimo że nie było takiej potrzeby. Po drugie – jednak sporo jest w domu rzeczy które mnie rozpraszają i musiałem zmuszać się do tego żeby zajmować się tym co przynosi zarobek a nie tylko tym co przynosi przyjemność. Po trzecie – niby byłem w domu ale tak jakby mnie nie było – nie mogłem się w każdej chwili pobawić z córką a także starałem się nie odrywać i nie rozmawiać z innymi osobami w domu w czasie który przeznaczyłem sobie na pracę.

Widzę po takim doświadczeniu że istnieje realna możliwość żebym wyjechał np. na miesiąc i pracował z innego miejsca w Polsce czy Europie… Prawdopodobnie będzie to wymagało znowu czasu na przyzwyczajenie się do innego rygoru pracy, ale jest możliwe. Ważne dla mnie jest właściwe ustalenie zasad – np. w jakich godzinach „jestem w pracy”, kiedy „wychodzę z pracy” i usunięcie z drogi różnych rozpraszaczy. Przyzwyczajenie się do tego że do pracy biorę się od razu a nie zaczynam od sprawdzania maili czy oglądania ulubionych stron no i uświadomienie współpracowników że mimo że nie ma mnie w biurze, to pracuję na równi z nimi :)

Może Ci się również spodoba