Pożegnanie z Paryżem

Chcąc nie chcąc, zbliżamy się do końca naszego wyjazdu. Samolot odlatuje jutro, a my żegnamy się powoli z Paryżem. Od rana spędziliśmy trochę czasu na sprzątaniu domu naszych gospodarzy i (znacznie więcej) na wylegiwaniu się i narzekaniu na upał. Nawet nie wiedzieliśmy jakie szczęście mamy do pogody – przez poprzednie dwa tygodnie niemal cały czas na niebie były mniejsze lub większe chmury, a wychynające co jakiś czas słońce nie prażyło zbytnio. Wczoraj jednak chmury zniknęły i po raz pierwszy zaczęliśmy odczuwać że sierpień w Paryżu może być naprawdę gorący. Dziś jest jeszcze goręcej – w ogrodzie ciężko wytrzymać, na ulicy jak w piekarniku, na termometrze czterdzieści stopni… Aż strach pomyśleć co by było gdyby taka pogoda dopadła nas wcześniej – chyba poprzestali byśmy na zwiedzaniu metra i wyłącznie tych atrakcji które posiadają klimatyzację. Jak tu jednak nie wybrać się na pożegnalny spacer? Poczekaliśmy do późnego popołudnia i „już” po dziewiętnastej wybraliśmy się do miasta. 

Z metra „wynurzyliśmy” się blisko centrum Pompidou, żeby stwierdzić że upały nie mają wpływu na ilość turystów na ulicach – na placu sporo ludzi, uliczni performerzy, kramiki z pamiątkami. Na szczęście jest tutaj też lodziarnia naszej ulubionej sieci a w środku – niespodzianka – ekspedientka mówiąca po polsku. Ciekawe, ale w poprzednich dniach, nie licząc wizyt w polskim kościele, nie mieliśmy zbytnio okazji spotykać rodaków. Czasem przy jakiejś atrakcji turystycznej dosłyszeliśmy parę polskich słów. Dziś jest inaczej – najpierw lodziarnia i spotkana tam pani Agnieszka (twierdzi że zostanie w Paryżu na stałe) a później – niemal na każdym kroku słyszymy język polski… Wygląda tak, jakby kończące się francuskie wakacje, czyli tutejszy koniec sezonu, ściągnął do miasta nad Sekwaną całe tłumy czekających na ten moment Polaków. Nawet skośnookich turystów jakby mniej na ulicach :)

Co by tu odwiedzić na koniec? Może po prostu pooddychajmy jeszcze przez chwilę tym paryskim powietrzem? Kilka wąskich uliczek, kawiarenki coraz bardziej rozświetlone i rozgadane, słońce powoli chyli się ku zachodowi. Przeskakujemy na plaże – tutaj dzieci już jakby mniej, place zabaw już zamknięte, ale na piasku nadal tłoczno – młodsi i starsi plażują, tańczą na specjalnie przygotowanym do tego parkiecie, grają w boules. Nadal czynne są fontanny rozpylające wodną mgiełkę – przyjemnie jest schłodzić się i trochę orzeźwić. Trochę dalej uliczny performer wciąga do zabawy dzieci i dorosłych, przy kolejnym moście muzyk na fisharmonii gra francuskie standardy a spora grupa ludzi śpiewa przy jego akompaniamencie… Czujemy jak klimat spokoju i odpoczynku nas wypełnia. Mogli byśmy tu jeszcze zostać, mimo tłumu turystów i wszechobecnych kolejek – ale nie zostaniemy. Wracamy do domu z myślą, że może warto by jeszcze odwiedzić Francję – może udało by się znaleźć ciekawy dom na wymianę gdzieś na południu – w Prowansji albo Langwedocji… Poszukamy…

Może Ci się również spodoba