Od dziś mieszkamy w Belgii…

… wprawdzie tylko przez dwa tygodnie, może parę dni dłużej – ale jednak. Za pośrednictwem portalu Intervac podróżowaliśmy już w okolicy sylwestra do Holandii, teraz przyszła pora na wymianę domów z Belgami. Kiedy dziś rano dotarliśmy do Hulshout, zastaliśmy naszych gospodarzy kończących pakowanie rzeczy i gotowych do śniadania. Śniadanie zjedliśmy więc wspólnie, przy okazji ucząc się układu kuchni i informując wzajemnie o najważniejszych sprawach dotyczących naszych domów. Kiedy to piszę, „Nasi Belgowie” dojeżdżają już do Krakowa i niebawem znajdą się w naszym domu. Ich doświadczenie z Intervac i wymianami domów jest sporo większe niż nasze, więc sądzę że zadomowienie się nie będzie dla nich problemem – a w razie czego istnieją przecież telefony :)

Wyjeżdżając poprzednio do Holandii, mieszkaliśmy zazwyczaj na terenach typowo wypoczynkowych albo w mieście. Tutaj znaleźliśmy się „na wsi” – ciężko mi jeszcze powiedzieć na ile typowej dla Belgii, bo niewiele tych tutejszych wsi widzieliśmy. Jak należało się spodziewać, bardzo schludne domki otoczone są porządnie utrzymanymi ogródkami i przejeżdżając przez kolejne miejscowości zastanawialiśmy się czy w naszych polskich warunkach jest w ogóle możliwe osiągnięcie takiego stanu wsi (a jeśli tak – to kiedy). Co ciekawe, widzi się tutaj naprawdę sporo zagród z końmi, krowami, kozami – mimo tego że patrząc na domy nie koniecznie daje się odczuć że jesteśmy na terenie wiejskim – czuję się raczej jak w dzielnicy willowej. Mimo to ludzie hodują zwierzęta – a po wielkości tych hodowli widać że nie jest to źródło ich utrzymania, tylko dodatkowe zajęcie. Nawet nasz bezpośredni sąsiad, brat gospodarza, hoduje kurczaki które mamy dokarmiać jadalnymi resztkami z naszego stołu :) Z ciekawostek należy jeszcze napisać że dom w którym obecnie mieszkamy jest domem pasywnym – akumuluje energię słoneczną, ogrzewany jest pompą ciepła, dach ma pokryty ogniwami fotowoltaicznymi…

Nasi gospodarze pozostawili do naszej dyspozycji komputer (podobnie jak i my zostawiliśmy jeden do ich dyspozycji) – bardzo ładnego Apple. Kłopot jedynie w tym, że w Belgii króluje zupełnie inny układ klawiatury – AZERTY, więc o pisaniu bezwzrokowym mogę zupełnie zapomnieć. Co ciekawe, klawiatura tego typu ma cyfry umieszczone na przyciskach ze znakami narodowymi i co ciekawsze – cyfry uzyskuje się po wciśnięciu SHIFT – zupełnie odwrotnie niż „u nas”. Pisanie w ten sposób większych liczb jest dość męczące, tym bardziej że CAPS nie rozwiązuje sprawy :) Na szczęście dla nas, mamy ze sobą także laptopa, a na szczęście dla naszych gospodarzy (którzy znowuż nie są przyzwyczajeni do klawiatury QWERTY) oni wzięli ze sobą iPada.

Dziś jeszcze (po częściowym odespaniu podróży) wybraliśmy się do pobliskiego Heist-Op-Den-Berg żeby zaznajomić się z tamtejszym dworcem kolejowym (który ma być dla nas punktem startowym do kilku wycieczek), zobaczyć miasto samo w sobie i poszukać sklepów – w szczególności spożywczych. Najbliższy okazał się być zlokalizowany właściwie tuż pod naszym bokiem w Hulshout. Kolejny wypatrzyłem już później, na samotnej wycieczce rowerowej po pobliskich miejscowościach. W Belgii sklepy są zasadniczo zamknięte w niedziele, ale ponieważ nasi gospodarze wyposażyli lodówkę na nasze przybycie, nie czujemy na razie potrzeby robienia większych zakupów. Czas który ja spędzałem na odsypianiu a Asia na rozpakowywaniu, dziewczyny wykorzystały między innymi na wypróbowanie trampoliny zainstalowanej w ogródku :) Przyglądając się jej, doszliśmy do wniosku że taka trampolina plus basen podobnej wielkości zajęły by w sam raz przestrzeń w naszym ogródku. Może jest to pomysł na czas kiedy znudzi się nam koszenie trawy?

 Nowym dla nas doświadczeniem jest opieka nad psem, którego nasi gospodarze nie zabierali ze sobą – licząc na to że nie damy mu zginąć, a jeśli napotkamy jakieś problemy to pomoże nam ich tutejsza rodzina. Suczka wabi się Bo i jest polskim owczarkiem nizinnym (PON). Okazała się bardzo przyjazna i spokojna, co dobrze wróży w jej kontaktach z naszymi (dość nerwowo podchodzącymi do psów) dziewczynami -traktuję to jako dobrą okazję do „oswojenia” ich w kontakcie z psem – za to bez potrzeby kupowania własnego :) Swoją drogą ciekawe jak wzajemne relacje dziewczynek i Bo będą się kształtowały pod koniec naszego pobytu – na dzień dzisiejszy zdążyliśmy przyzwyczaić się że Bo lubi za nami połazić (co szczególnie niepokoiło Tosię) i poćwiczyć aportowanie.

Jeszcze słówko o rowerach – okazało się że rower który miał być dla Madzi jest trochę za duży i musimy pożyczyć mniejszy (co mam nadzieję uda się załatwić za pośrednictwem siostry naszego gospodarza) – więc musieliśmy odpuścić sobie w dniu dzisiejszym wspólną wycieczkę rowerową. W efekcie tego Asia pojechała sama do centrum na krótki rekonesans, a później ja wybrałem się na sporo dłuższą wycieczkę po okolicznych miejscowościach. Rejon w którym się znajdujemy jest bardzo płaski, więc na wycieczki rowerowe nadaje się idealnie, do tego infrastruktura jest naprawdę znakomita (przejechałem 20 km niemal ani razu nie zjeżdżając z drogi rowerowej) a i podejście kierowców do rowerzystów jest bardzo dobre. W tych warunkach nie mamy żadnych obaw przed podejmowaniem wspólnych wycieczek z dziećmi.

 

Może Ci się również spodoba