Miszkolc i baseny w grotach

Poranek całkiem ładny, o wczorajszych deszczach przypominają tylko kałuże i rozmoknięta ziemia. Zbieramy się niespiesznie i ruszamy w kierunku Miszkolca – mamy plan odwiedzić baseny w grotach. W drodze na południe – kiedy jechaliśmy do Rumunii – mijaliśmy piwniczki zbudowane na zboczu wzgórza tuż przy drodze – teraz nadkładamy więc trochę drogi i zaglądamy do Abaújszántó – to tutaj wzdłuż drogi 39 znajdujemy rzeczone piwniczki – niektóre wyglądają na bardzo stare (albo zaniedbane), niektóre mają całkiem nowe portale więc albo powstały niedawno albo zostały właśnie odnowione. Robimy krótką sesję zdjęciową i jedziemy dalej. Jeśli ktoś jest chętny degustacji – na niektórych piwniczkach są wywieszone numery telefonów do właścicieli – my mieliśmy już wystarczające zaopatrzenie więc nie próbowaliśmy.

W Miszkolcu zaglądamy na targ – szukamy węgierskich kiełbas. Początkowo chodzimy między straganami z warzywami ale później trafiamy do wnętrza budynku w którym znajdujemy stoiska z wędlinami i nabiałem. Zdecydowaliśmy się tutaj zaglądnąć ponieważ nasze zapasy rumuńskich wędlin okazały się sporo za małe – jeszcze nie wróciliśmy do Polski a już nam ich brakuje… Robimy więc większe zaopatrzenie – kupujemy kilka rodzajów podsuszanych pikantnych i łagodnych kiełbas, trochę czegoś co przypomina kabanosy. Kupujemy też trochę warzyw i przestawiamy się pod Muzeum Sztuki Cerkiewnej. To trochę zapomniane miejsce – puste, spokojne. W budynku urzęduje starsza pani która uważa że jeśli będzie spokojnie i powoli mówić po węgiersku to na pewno ją zrozumiemy. Oprócz muzeum jest tutaj też piękna cerkiew – wprawdzie nie wygląda na fragment przeznaczony do zwiedzania ale miła pani otwiera ją i też po niej oprowadza.

Już popołudnie – przestawiamy się bliżej basenów. Około 700 metrów przed samym kompleksem basenowym trafiamy na bezpłatny parking – stoi tutaj polska przyczepa campingowa – w krótkiej rozmowie dowiadujemy się że można tutaj spokojnie nocować a ostatniej nocy oprócz rzeczonej przyczepy stały tu jeszcze dwa kampery. Nam na razie nie nocowanie w głowie – pakujemy rzeczy i idziemy na baseny. Warto wiedzieć że są czynne tylko do 19:00 a od godziny 16:00 zaczynają się wejścia “last minute” w niższej cenie. Nam bardziej opłaca się całodzienny bilet rodzinny niż jakikolwiek inny (jesteśmy jeszcze przed Last Minute). Spędzamy trochę czasu na basenach na zewnątrz (uwaga – w niektórych woda jest dość chłodna, szczególnie w basenie “pływackim” który co ciekawe – ma zakrzywione tory i bliżej nie określoną długość). Później przychodzi pora na penetrowanie jaskiń – kompleks nie jest zbyt wielki więc obejrzenie wszystkich zakamarków nie zajmuje zbyt wiele czasu.

Dzieci mają frajdę szukając siebie nawzajem i nas w skalnym mini labiryncie. Dwa – trzy razy na godzinę w części korytarzy włączany jest prąd – tworzy się wtedy rwąca rzeka w której wśród radosnych okrzyków gromady dzieci i dorosłych płyną przez jaskinie. Wymoczeni porządnie wychodzimy niedługo przed zamknięciem. Baseny są ciekawe nie niosą ze sobą aż tyle atrakcji żeby myśleć o szybkim powrocie. Jeśli planujecie zjeść coś w tych okolicach to polecamy restaurację Anna na przeciwko wejścia na baseny – ceny podobne jak w środku na basenach ale porcje zdecydowanie większe i jedzenie bardzo smaczne.

Nie zostajemy na noc na parkingu w Miszkolcu. Jedziemy w stronę granicy Słowacji – mamy zamiar jutro odwiedzić pałac Betliar więc dziś kierujemy się mniej uczęszczanymi drogami w kierunku małej miejscowości Tornanádaska i małego “przejścia granicznego” tuż obok. Jest już noc kiedy ustawiamy się na parkingu na samej granicy i idziemy spać.

Może Ci się również spodoba