Holandia północna – targ serów i Zuiderzeemuseum

Holandia północna, czyli tereny od Haarlemu i Amsterdamu (włącznie) na północ to rejony w dużej mierze wydarte morzu. Jeszcze 100 lat temu dzisiejsze IJselmeer i Markermeer były częścią Morza Północnego a obecnie są wodami wewnętrznymi Holandii, nie dość tego – obecnie są już wodami słodkimi. My wybraliśmy się dzisiaj do Alkmaar, na organizowany w każdy piątek targ serów. Samochód należy zaparkować poza centrum (istnieje wiele dobrze oznaczonych parkingów wokół) i wybrać się na krótki spacer. Targ serów jest inscenizacją tradycyjnego odbywającego się tutaj targu, podczas którego zawierane są transakcje zakupu tych holenderskich specjałów. Komisja sprawdza jakość, mierniczy ważą i zapisują a specjalny urzędnik czuwa nad całością transakcji. Przy okazji tego wydarzenia, na sąsiadujących z rynkiem uliczkach rozstawiają się kramy z tradycyjnymi i mniej tradycyjnymi wyrobami. Nie mogło by oczywiście zabraknąć handlarzy serem, ale można też kupić wiele innych rzeczy kojarzących się z Holandią – saboty, wiatraki, wyroby wzorowane na porcelanie z Delft oraz całe mnóstwo chińszczyzny. W piątki całe stare miasto tętni życiem a uliczki są zapchane turystami.

Prosto z Alkmaar ruszyliśmy do Zuiderzeemuseum – położonego na sporym otwartym terenie skansenu, obrazującego życie dawniejszej Holandii. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty w porcie rybackim, gdzie w jednym z domków dzieci mogą własnoręcznie zrobić mydło i pomalować ceramiczny kafelek. Obie rzeczy wymagały czasu żeby wyschnąć (kafelek) i ostygnąć (mydło) więc mogliśmy spokojnie oddać się zwiedzaniu kolejnych atrakcji. W porcie można między innymi zobaczyć budynki wędzarni, typowego domku rybackiego, małego wioskowego sklepiku – wszystkie przeniesione z różnych części Holandii. Można też pobrać lekcje robienia sieci albo wybrać się na przejażdżkę rybacką łódką po zatoce.

Ścieżką z portu wchodzi się niemal prosto do miasteczka – zgromadzone tutaj domy oddają klimat niewielkiej miejscowości – znajdziemy pocztę, sklepy, szkołę, sporo mieszczańskich, biedniejszych i bogatszych domów, protestancki kościół… Dzieci mogą zająć się graniem w tradycyjne dziecięce gry i zabawy, pouczyć się kaligrafii w szkole, zrobić łódkę z sabota w warsztacie stolarza czy wreszcie – przebrać się w tradycyjne tutejsze stroje.

„Poza miastem” znajduje się rekonstrukcja typowego polderu z objaśnioną zasadą działania wiatraka wypompowującego wodę (można samemu pokręcić śrubą Archimedesa i zobaczyć jak to działa) oraz wioska rybacka. Tutaj dziewczyny zajęły się samodzielnym skręcaniem lin (ze sznurków) – w sam raz na skakanki. Obejrzeliśmy też warsztaty bednarza i szczotkarza.

W Zuiderzeemuseum spędziliśmy w sumie niemal pięć godzin, a mogli byśmy zostać dłużej, gdyby nie fakt że nadeszła godzina zamknięcia. Wielu rzeczy nie zdążyliśmy zobaczyć „w czasie pracy”, a trzeba przyznać że naprawdę wiele punktów jest obsadzonych przez obsługę, która w tradycyjnych strojach wykonuje tradycyjne prace i jeszcze ma ochotę objaśniać i pokazywać szczegóły swojej pracy. W zrekonstruowanych sklepikach i aptece pracują sprzedawczynie, które może nie podadzą całości asortymentu z półek (część to rekwizyty) ale słodycze w sklepiku i maść na gładką skórę w aptece można kupić.

Powrót do domu urozmaiciliśmy sobie jazdą przez groblę między IJselmeer i Markermeer. Trasa jest może nieco monotonna (po obu stronach drogi woda) ale za to daje dobre wyobrażenie o ogromie pracy jaki ludzie wykonują żeby wyrwać wodzie kolejne fragmenty lądu, zdobyć więcej miejsca do życia i usprawnić komunikację…

Może Ci się również spodoba