Brasow i Bran – z wizytą u Drakuli

Z samego rana część załogi idzie do cerkwi obejrzeć poranne nabożeństwo. Jemy szybkie śniadanie i ruszamy dość wcześnie – dziś w planach Bran a ponieważ po drodze jest jeszcze bardzo zachwalany (w przewodniku) Brasow więc zatrzymujemy się tam na chwilę. Parkujemy przy Bulevardul Ereilor – trzeba mieć drobne do parkomatu – i idziemy do centrum. Po drodze kupujemy drożdżowe bułeczki w kształcie małych bagietek z ciekawymi nadzieniami w środku (i bardzo dobrym ciastem). Zaglądamy na chwilę na rynek ale nasz wzrok przykuwa kolejka linowa na górę Tapma – kierujemy się tam i już chwilę później mkniemy wagonikiem kilkaset metrów w górę. Niestety widoki słabe – las zasłania wszystko co najciekawsze, na szczęście obejrzeliśmy panoramę z okien wagonika i z balkonu górnej stacji kolejki. Szybki powrót na dół i kierujemy się w kierunku Czarnego Kościoła (nazwę swoją zawdzięcza wielu pożarom w swojej historii). Na rynku ekipa z Bollywood kręci film i przeganiają turystów z miejsca na miejsce. My jeszcze króciutko przyglądamy się kamieniczkom, szukamy lodów i kierujemy się w kierunku samochodu. Przy okazji informacja – dobre miejsce do parkowania znajduje się przy dolnej stacji kolejki linowej przy Alea Tiberiu Brediceanu – jest tutaj sporo miejsc dla autokarów ale i kamperem spokojnie można zaparkować.

Droga do Bran jest prosta i szybka natomiast w samym miasteczku tłok straszny – turystów dużo, zaparkować nie ma gdzie i już widać że na zamek trzeba stać w kolejce. Jedziemy poza ścisłe “centrum” i lądujemy na parkingu na tyłach komisariatu policji, przy ośrodku zdrowia. Parkujemy obok kampera na włoskich numerach i idziemy te paręset metrów do kasy zamku. Stoimy w pierwszej kolejce – po bilety. Później trochę schodów w górę i stoimy w drugiej kolejce – do wejścia do zamku. Na zamku jak w zatłoczonym tramwaju – człowiek przy człowieku wszyscy poruszają się po komnatach w jednostajnym powolnym tempie. Zamek jest ładny i wart obejrzenia mimo strasznej ilości turystów – małe komnaty, nie przesadzony z przepychem – jak dla ludzi – musiało to być przyjemne miejsce do mieszkania. Jest wypromowany jako zamek w który rezydował hrabia Drakula – albo inaczej Vlad Tepes (po polsku – Wład Palownik). Rzeczywistość jest inna – ten zamek po prosty wyglądał odpowiednio i dlatego jak napisałem wyżej – został wypromowany a właściwą rezydencją Vlada Tepes był zamek Poenari. Tutejszy pełnił natomiast między innymi rolę letniej rezydencji królowej Rumunii Marii. Poniżej zamku obecnie znajduje się cała masa kramów z różnościami dla turystów – oczywiście większość z tego to prosta chińszczyzna jak we wszystkich popularnych miejscach – tyle że tutaj z motywami wampirów i rycerskości :) Oprócz tego trochę stoisk z lokalnymi wyrobami spożywczymi. Tłok i hałas, komercja i konsumpcja :)

Na parkingu obok nas stoi już pięć innych kamperów. Robimy obiad i zastanawiamy się czy nie zostać tutaj na noc – może ktoś jeszcze zostanie? W miasteczku trwa festiwal piwa – mamy ochotę zajrzeć wieczorem więc siadamy z dziećmi tymczasem i spędzamy trochę czasu grając w gry planszowe. Na parkingu zostają dwa kampery – nasz i francuski stojący bok w bok z nami. Dogadujemy się że oni też zostają na noc – będzie raźniej. Dzieci idą spać a rodzice idą do miasta zobaczyć jak wygląda piwny festyn. Jarmark pod zamkiem niemal już zamarł – kramy są sprzątane i zamykane. W miasteczku są dwa sklepy czynne całą noc – robimy małe zaopatrzenie. Na festynie piwnym gra muzyka, można zjeść coś smacznego z kociołka, usiąść, napić się… Turystów coraz mniej, my też wracamy do kampera. Noc jest bardzo spokojna – za oknami szemrze strumyk, policja czuwa nad naszym snem – do rana nie musimy się niczym martwić.

 

Może Ci się również spodoba