Arnhem i Muiden na niepogodę

Już wczoraj prognozy wskazywały że dziś pogoda będzie raczej niesprzyjająca zwiedzaniu atrakcji na zewnątrz – zapowiadane były deszcze niemal od rana do wieczora. Wstępnie myśleliśmy o zajrzeniu do Utrechtu do KidzCity – hali zabaw dla dzieci, ale znaleźliśmy podobną w Arnhem – bliżej i taniej (rodzice nie płacą za wstęp). Rano zjedliśmy więc niespiesznie śniadanie, zerkając podejrzliwie za okno za którym słońce świeciło w najlepsze… Jednak w sam raz zanim zebraliśmy się do samochodu napłynęły grube chmury i zaczęło padać. Ballorig w Arnhem, czyli plac zabaw dla dzieci znajdujący się w wielkiej stalowej hali jest dość duży żeby zapewnić młodocianym kilka godzin rozrywki i dość mały żeby się nie pogubić :) Jest tutaj wygodne miejsce dla rodziców (rodzaj sporej kawiarni i restauracji, ceny jednak nie są zbyt przyjazne), dostęp do WiFi (ale nie do prądu) i zestaw lokalnych gazet do poczytania. Dziewczyny wyszalały się na zjeżdżalniach, trampolinach, w kulkach i na wszelkich innych atrakcjach, my natomiast wyczerpaliśmy baterie w laptopach i poczytaliśmy trochę zabranych ze sobą książek. Po południu stwierdziliśmy że wystarczy i że deszcz czy nie deszcz – jedziemy.

Wymyśliliśmy że nie będziemy wracać całkiem prosto do domu, ale że zajrzymy jeszcze do Muiden – małej portowej miejscowości na wschód od Amsterdamu, w której znajduje się między innymi zamek Muiderslot i z której widać położony na wodach IJmeer, wybudowany przed drugą wojną światową fort Pampus, który miał służyć ochronie Amsterdamu przed niemieckim atakiem ze strony wody. Fort swojej roli nie spełnił, niemieckie wojska przyszły od lądu. Muiden natomiast wyrosło obecnie na jedno z ładniejszych miasteczek portowych w obrębie IJmeer, można w tutejszym porcie obejrzeć wiele nowoczesnych i tradycyjnych żaglówek, wzorowanych na dawnych rybackich kutrach zaopatrujących Amsterdam codziennie w świeże ryby. Trochę turystów przyjeżdża tutaj zwiedzić Muiderslot w którym jednakże nie ma zbyt wiele do zobaczenia, popłynąć na Pampus i zwiedzić tamtejsze bunkry ale też po prostu pospacerować po urokliwych uliczkach wzdłuż kanałów portowych. My zajrzeliśmy także do piekarni żeby trochę odwlec potrzebę zjedzenia obiadu :)

Po powrocie do domu wybraliśmy się jeszcze na krótką przejażdżkę rowerową, podczas której zupełnie niespodziewanie trafiliśmy na wystawione przed jednym z domów kilka krzeseł, miejski rower i kosz wypełniony rowerowymi siodełkami. Wśród nich zobaczyłem całkiem dobre  skórzane siodło Brooks. Nie będąc pewnym że rzeczy te są tak po prostu wystawione do wzięcia, zapukałem do domu, w którym uzyskałem zapewnienie że mogę sobie wybrać co mi się podoba. Wygląda więc na to że z naszego wyjazdu wrócimy co najmniej bogatsi o porządne skórzane siodełko :)

Może Ci się również spodoba